Od tylca dostałam się na blog, bo wcięło u mnie pasek nawigacyjny u góry.
Ja tylko farbowałam, haftu nie mam jeszcze.
Na gazetę położyłam folię, na nią monokanwę 18 ct, która czekała na mnie w moim ulubionym sklepie. Jeśli projektanci nic nie zmienią to powinnam mieć z szerokości 15 cm wszystkie trzy bransoletki. Monokanwa ma 100 cm szerokości.
Na to wylałam obficie, lecz by nie ściekało po stole wrzącą wodę z octem (pół na pół).
Szybciutko posypałam środek - żółtym barwnikiem do jajek (chińszczyzna), potem zielonym (to samo pochodzenie), a na końcu zewnętrzne boki polską farbką do bawełny.
Całość przeklepałam wacikami, które i rozniosły barwnik i wessały nadmiar wody.
Zawinęłam roladkę, czyli tą samą folią otoczyłam boki i zrolowałam jak naleśnik i na 2 minuty pełnej mocy do mikrofali.
Nie czekałam, aż wystygnie tylko od razu rozwinęłam i pod wodę, by spłukać nadmiar farby.
Niestety żółtek się nie utrzymał, więc nie polecam chińskich barwników do jaj :))) do monokanwy... bo wełnę mi ufarbowały bosko!
W rondelku więc rozpuściłam resztę tego żółtego barwnika, dolałam ocet i zanurzyłam całość kanwy. Pogotowałam to jakieś 15 minut. Oczekiwałam pokolorowania placków po żółtym barwniku i tak się stało. Niemniej jednak polecam barwniki do tkanin, a nie eksperymenty.
Wysuszyłam prędziorem na kaloryferze, uprasowałam i potem potraktowałam krochmalem w spraju (W5 - Lidl) po obu stronach. Oczywiście po krochmaleniu też prasowałam.
Uzyskałam efekt równych oczek, kanwa jest sztywna, nic się z tą monokanwą nie dzieje, poza wypruciem kilku nitek z boków podczas prania.
Po farbowaniu od razu uprałam w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do garów.
Teraz wiem, że barwnik się trzyma. Na białej szmacie podczas prasowania nie zostały ślady farb. Farbowanie, suszenie i prasowanie trwało 1 godz.
Teraz poszukam znów archaików, by wykorzystać w projekcie. No i skupić się na tym, czy mam liczyć nitki, czy dziurki :)))), niepojęte, że nie potrafię zapamiętać.
Duży obiecał ramkę zbić na nowy projekt..... to też niepojęte....
A w niedzielny ranek:
Przeczytałam u Ani, że żółci brakło. Fakt, bardzo bladzieńka ta kanwa wyszła.
Więc uprałam, normalnie w wodzie z mydłem do rąk, trąc specjalnie by pozbyć się jakichkolwiek złudzeń, zaginając w kulkę. Pozbyłam się apretury z krochmalu. I w zasadzie każde farbowanie trzeba od tego kroku zaczynać.
Ja także bałam się tej monokanwy.
Mokrą położyłam na folii, posypałam żółtym barwnikiem do tkanin, rozpaćkałam wacikiem i całość pozaginaną na trzy włożyłam do ociupki wody z solą.
Jedna strona - przed prasowaniem
Druga - po prasowaniu
Gotowałam 10 minut. Wypłukałam, wyprasowałam i od razu stwierdzam, że sztywność ma taką jak fabrycznie powiedzmy lugana czy bellana.
Nieusztywniona, upięta na ramce według mnie od razu nadaje się do wyszywania.
Ja jednak jeszcze raz ją krochmalem potraktowałam, bowiem nim Długi mi ramkę uszykuje to będziemy chyba w maju. Będę wyszywać na tamborku póki co.
Tu Wam pokażę jak zmieniła się nitka. Jest bardziej puchata, ale oczka ma równe.
Całość straciła na szerokości kilka nitek (ok 6-7 mm) podczas tortur, natomiast ubytek ze skurczenia jakby nie istniał.
Jest, bo przecież nitka stała się puchata, ale myślę, że naciąganie na ramce ten ubytek zrównoważy.
Ogólnie: ja nie wiem czemu z tym octem wyskoczyłam, bawełnę utrwala się solą przecież.
Ale ja te barwniki pierwotnie ładowałam na tkaninę z apreturą. Bawełnę też można potraktować octem, lecz kolory są jaśniejsze. Sól jest lepsza.
Teraz mam kolory wiosenne.
Moja monokanwa to 18 ct Zwiegart, tylko taką posiada mój sklep.