Widziałam wpis na stronie amerykańskiej.
Nie dla mnie kwiatki przestrzenne. To wg mnie kicz w najczystszej postaci, ale wymagający pracy. Więc jak ktoś się będzie umartwiać - ja posekunduję.
A co Wy o tym myślicie?
W razie czego to mam projekty nie wykonane z AN, ja sobie czas zorganizuję. Tylko zawiodłam się licząc na jakiś fajny pomysł.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kankanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kankanka. Pokaż wszystkie posty
czwartek, stycznia 08, 2015
niedziela, grudnia 07, 2014
2014 Stitch of the Month - październik, listopad - Kankanka
Ja tam lecę dalej z bransoletkami.
Co prawda zabrałam się za ostatnią późno, ale za chwilę skończę.
W tej chwili wygląda to tak:
Wybrałam kordonek 5 z ariadny, z zapasów jeszcze nie przeze mnie zrobionych, kordonek swoje lata ma!
Do tego 8 ( w środku ważna :) informacja, że z zakładów H. Sawickiej ) - kolor na etykiecie biały, ale ten kordonek ma mleczną biel ze starości zapewne.
To była baza.
Potem ściegi po zewnętrznej stronie uzupełniłam 3 nitkami muliny dmc 4160, to taki mydlany mulitkolorek. Widać go bardzo subtelnie w realu. Na fotce po lewej stronie :)
Środki z krzyżyków poleciałam kordonkiem anchora 1302.
Środek bransoletki jest wypełniony 5 ariadny (kordonek) i bardzo mi się podoba ten ścieg.
Wobec tego zrezygnowałam z wypełniania między liniami równoległymi jakąś muliną tylko zostawiam tak.
To będzie tło pod ozdóbkę, co do której nie mam pomysłu jeszcze.
Całość wypiorę przed uszyciem tyłu. Czeka mnie jeszcze ozdobny brzeg, nie wiem czy mam ochotę na koraliki i nie wiem jak zakończę zapięcie.
Na pewno farbować w herbacie nie będę, bo te kolory nie moje, a mi bliżej do pianki, kremu, bezy niż do burych, biednych beżów. Wolę kawę zdecydowanie!
Co prawda zabrałam się za ostatnią późno, ale za chwilę skończę.
W tej chwili wygląda to tak:
Wybrałam kordonek 5 z ariadny, z zapasów jeszcze nie przeze mnie zrobionych, kordonek swoje lata ma!
Do tego 8 ( w środku ważna :) informacja, że z zakładów H. Sawickiej ) - kolor na etykiecie biały, ale ten kordonek ma mleczną biel ze starości zapewne.
Potem ściegi po zewnętrznej stronie uzupełniłam 3 nitkami muliny dmc 4160, to taki mydlany mulitkolorek. Widać go bardzo subtelnie w realu. Na fotce po lewej stronie :)
Środki z krzyżyków poleciałam kordonkiem anchora 1302.
Środek bransoletki jest wypełniony 5 ariadny (kordonek) i bardzo mi się podoba ten ścieg.
Wobec tego zrezygnowałam z wypełniania między liniami równoległymi jakąś muliną tylko zostawiam tak.
To będzie tło pod ozdóbkę, co do której nie mam pomysłu jeszcze.
Całość wypiorę przed uszyciem tyłu. Czeka mnie jeszcze ozdobny brzeg, nie wiem czy mam ochotę na koraliki i nie wiem jak zakończę zapięcie.
Na pewno farbować w herbacie nie będę, bo te kolory nie moje, a mi bliżej do pianki, kremu, bezy niż do burych, biednych beżów. Wolę kawę zdecydowanie!
poniedziałek, lipca 14, 2014
2014 Stitch of the Month - Lipiec - Kankanka
Się zawzięłam i nie do końca.
Zrezygnowałam z zadziergiwanego splotu na końcach, albowiem wychodziło u mnie na kordonku Anchora zbyt grubo, a na kordonku Dmc nr 12 zbyt cienko.
Nijak nie mogłam uzyskać ładnej margerytki. Zrobiłam po swojemu.
Potem ściegi pośrodku - poleciałam kordonkiem w jednym kolorze, a potem w drugiej rundzie dodałam cieńszy kordonek Maxi w innym odcieniu i wplotłam w środki ścieg pocztowy.
Całość obwiodłam już zgodnie z wolą Projektantki ściegiem zadziergiwanym znów kordonkiem cieniowanym Anchora.
Nie robię tego dziergania dokoła, bo nie wiem po co, poczekam na końcówkę tego projektu.
Zdjęcie takie sobie o 20:30, całość jest mdła w realu, niemniej jednak chciałam uniknąć natłoku barw, a że zimnych odcieni raczej unikam - to postawiłam na monotonię.
W sumie ten pasek pośrodku stał się wypukły lekko i bardziej mi ta szerokość odpowiada niż w poprzednim dziele. Liczę, że po praniu na koniec zbiegną mi się wszystkie luzy, a ściegi ułożą się idealnie :)
Wbrew temu co widzicie to jest jednak bardziej prosto....nic mi tak nie wychodzi jak astygmatyzm....
Zrezygnowałam z zadziergiwanego splotu na końcach, albowiem wychodziło u mnie na kordonku Anchora zbyt grubo, a na kordonku Dmc nr 12 zbyt cienko.
Nijak nie mogłam uzyskać ładnej margerytki. Zrobiłam po swojemu.
Potem ściegi pośrodku - poleciałam kordonkiem w jednym kolorze, a potem w drugiej rundzie dodałam cieńszy kordonek Maxi w innym odcieniu i wplotłam w środki ścieg pocztowy.
Całość obwiodłam już zgodnie z wolą Projektantki ściegiem zadziergiwanym znów kordonkiem cieniowanym Anchora.
Nie robię tego dziergania dokoła, bo nie wiem po co, poczekam na końcówkę tego projektu.
Zdjęcie takie sobie o 20:30, całość jest mdła w realu, niemniej jednak chciałam uniknąć natłoku barw, a że zimnych odcieni raczej unikam - to postawiłam na monotonię.
W sumie ten pasek pośrodku stał się wypukły lekko i bardziej mi ta szerokość odpowiada niż w poprzednim dziele. Liczę, że po praniu na koniec zbiegną mi się wszystkie luzy, a ściegi ułożą się idealnie :)
Wbrew temu co widzicie to jest jednak bardziej prosto....nic mi tak nie wychodzi jak astygmatyzm....
Etykiety:
2014,
Bransoletki Mary K. Campbell,
kankanka,
lipiec
niedziela, maja 04, 2014
2014 Stitch of the Month - Iced Cooler - maj
Wyprałam monokanwę z apretury. Zgniotłam w dłoni i wrzuciłam na małą ilość farbki pt szafir.
Utrwaliłam solą. Nie bawiłam się w godzinne gotowanie. Trwało to ok 10 minut farbowanie i 5 minut utrwalanie. Wessało całą farbę i woda była przejrzysta.
Jeszcze raz przeprałam z mydłem.
Ususzyłam na słonku. Nałożyłam na drewniany tamborek, ale lekko, bo te drewniane bardzo niszczą tkaninę. Podpierałam palcami :)
Do pierwszego ściegu użyłam cieniowanej perłówki anchora, już bez numeru, bo mi go Alutka posiała.
Kolorystyka jednak całości w realu bledsza o ton.
Tak u dołu wyszywam, bo poprzednio zostało kupę kanwy. A może mi jeszcze jakaś węższa wyjdzie?
Guzik jakby był po środku w projekcie, więc ten wzór może chyba nabrać wysokości, a nie tylko te 34 nitki.
Guzika nie szukałam, znajdę później w pobliskiej pasmanterii lub w zapasach, bo wizję mam co do kolorów, a guzika nie mam czasu szukać.
Utrwaliłam solą. Nie bawiłam się w godzinne gotowanie. Trwało to ok 10 minut farbowanie i 5 minut utrwalanie. Wessało całą farbę i woda była przejrzysta.
Jeszcze raz przeprałam z mydłem.
Ususzyłam na słonku. Nałożyłam na drewniany tamborek, ale lekko, bo te drewniane bardzo niszczą tkaninę. Podpierałam palcami :)
Do pierwszego ściegu użyłam cieniowanej perłówki anchora, już bez numeru, bo mi go Alutka posiała.
Kolorystyka jednak całości w realu bledsza o ton.
Tak u dołu wyszywam, bo poprzednio zostało kupę kanwy. A może mi jeszcze jakaś węższa wyjdzie?
Guzik jakby był po środku w projekcie, więc ten wzór może chyba nabrać wysokości, a nie tylko te 34 nitki.
Guzika nie szukałam, znajdę później w pobliskiej pasmanterii lub w zapasach, bo wizję mam co do kolorów, a guzika nie mam czasu szukać.
Etykiety:
2014,
Bransoletki Mary K. Campbell,
Iced Cooler,
kankanka,
maj
niedziela, kwietnia 13, 2014
Bransoletki - Mary K. Campbell - kwiecień - Kankanka
Skończyłam na początku kwietnia. Obszycie dokoła ściegiem 5 w przód, 3 w tył mam z kilkoma pomyłkami. Nie martwię się tym. Gorzej z zapięciem.
Najpierw doszyłam taki pojedynczy hak i pętelkę z zielonego kordonka, ale boki bransoletki się odginały. Zmieniłam zapięcie na 2 haftki, lecz nie jestem w stanie opanować zapinania :), więc wkładam bransoletkę zapiętą.
Bez sensu jest, ale nie będę już kombinować.
Ogólnie uważam, że na mojej ręce jest za szeroka, jej obwód jest niedopracowany.
Gdyby była luźniejsza to moja dłoń wydawałaby się zgrabniejsza, tak samo węższa lub jeszcze szersza lepiej by wyglądała, więc w następnym wzorze dokonam poprawek aby zmienić szerokość lub projekt napnę na gotowej - czytaj "zrobionej z butelki mineralnej" - bransolecie, aby uniknąć niekomfortowego zapięcia.
Haft jest podklejony flizeliną, która nadaje trochę sztywności i podszyty ręcznie (sic!) (bo mam rękę niesprawną i nie umiem ręcznie szyć) taśmą bawełnianą w taki sposób, by nadać bransolecie wypukły obwód.
Czyli po krawcowemu wdając.
Teraz mądrzejsza o wymiary czekam na majowe przygody.
Cały projekt uważam za fantastyczny - bo praktyczny :)
Najpierw doszyłam taki pojedynczy hak i pętelkę z zielonego kordonka, ale boki bransoletki się odginały. Zmieniłam zapięcie na 2 haftki, lecz nie jestem w stanie opanować zapinania :), więc wkładam bransoletkę zapiętą.
Bez sensu jest, ale nie będę już kombinować.
Ogólnie uważam, że na mojej ręce jest za szeroka, jej obwód jest niedopracowany.
Gdyby była luźniejsza to moja dłoń wydawałaby się zgrabniejsza, tak samo węższa lub jeszcze szersza lepiej by wyglądała, więc w następnym wzorze dokonam poprawek aby zmienić szerokość lub projekt napnę na gotowej - czytaj "zrobionej z butelki mineralnej" - bransolecie, aby uniknąć niekomfortowego zapięcia.
Haft jest podklejony flizeliną, która nadaje trochę sztywności i podszyty ręcznie (sic!) (bo mam rękę niesprawną i nie umiem ręcznie szyć) taśmą bawełnianą w taki sposób, by nadać bransolecie wypukły obwód.
Czyli po krawcowemu wdając.
Teraz mądrzejsza o wymiary czekam na majowe przygody.
Cały projekt uważam za fantastyczny - bo praktyczny :)
czwartek, marca 27, 2014
Bransoletki - Mary K. Campbell - luty,marzec - Kankanka
W dwa dni powstała praca rozłożona na luty i marzec.
Po ufarbowaniu wyszyłam w sposób lekko zmieniony kordonkiem sprzed wojny, jedynie anchor cieniowany na trzech kwiatkach pochodzi z tego wieku. Nawet zielone brylanty są sprzed roku 90 ubiegłego stulecia, a rodowód mają z Ukrainy.
Precjoza były już naszyte na bluzce mojej Mamusi, na kankankowym sweterku i teraz trafiły na wiosenną bransoletkę.
Tak jak wcześniej zapowiadałam - wyprałam swoją robótkę, bez specjalnego traktowania - czyli zgniatałam w ręku.
Potem najnormalniej jak gacie wykręciłam w ręczniku, rozpostarłam w dłoniach i obeschło.
I farba, i monokanwa i haft z najdroższymi klejnotami są na miejscu.
Nigdy tak haftów nie piorę oczywiście, ale w tym przypadku poszłam na totalne tortury.
Zaczynam myśleć o zapięciu, chyba go zrobię z sutaszu i guzika w kolorze żółtym, ale pomysłu dokładnego nie mam.
Po ufarbowaniu wyszyłam w sposób lekko zmieniony kordonkiem sprzed wojny, jedynie anchor cieniowany na trzech kwiatkach pochodzi z tego wieku. Nawet zielone brylanty są sprzed roku 90 ubiegłego stulecia, a rodowód mają z Ukrainy.
Precjoza były już naszyte na bluzce mojej Mamusi, na kankankowym sweterku i teraz trafiły na wiosenną bransoletkę.
Tak jak wcześniej zapowiadałam - wyprałam swoją robótkę, bez specjalnego traktowania - czyli zgniatałam w ręku.
Potem najnormalniej jak gacie wykręciłam w ręczniku, rozpostarłam w dłoniach i obeschło.
I farba, i monokanwa i haft z najdroższymi klejnotami są na miejscu.
Nigdy tak haftów nie piorę oczywiście, ale w tym przypadku poszłam na totalne tortury.
Zaczynam myśleć o zapięciu, chyba go zrobię z sutaszu i guzika w kolorze żółtym, ale pomysłu dokładnego nie mam.
Etykiety:
2014,
Bransoletki Mary K. Campbell,
kankanka,
luty,
marzec
sobota, stycznia 18, 2014
Bransoletki 2014 - styczeń -Kankanka
Od tylca dostałam się na blog, bo wcięło u mnie pasek nawigacyjny u góry.
Ja tylko farbowałam, haftu nie mam jeszcze.
Na gazetę położyłam folię, na nią monokanwę 18 ct, która czekała na mnie w moim ulubionym sklepie. Jeśli projektanci nic nie zmienią to powinnam mieć z szerokości 15 cm wszystkie trzy bransoletki. Monokanwa ma 100 cm szerokości.
Na to wylałam obficie, lecz by nie ściekało po stole wrzącą wodę z octem (pół na pół).
Szybciutko posypałam środek - żółtym barwnikiem do jajek (chińszczyzna), potem zielonym (to samo pochodzenie), a na końcu zewnętrzne boki polską farbką do bawełny.
Całość przeklepałam wacikami, które i rozniosły barwnik i wessały nadmiar wody.
Zawinęłam roladkę, czyli tą samą folią otoczyłam boki i zrolowałam jak naleśnik i na 2 minuty pełnej mocy do mikrofali.
Nie czekałam, aż wystygnie tylko od razu rozwinęłam i pod wodę, by spłukać nadmiar farby.
Niestety żółtek się nie utrzymał, więc nie polecam chińskich barwników do jaj :))) do monokanwy... bo wełnę mi ufarbowały bosko!
W rondelku więc rozpuściłam resztę tego żółtego barwnika, dolałam ocet i zanurzyłam całość kanwy. Pogotowałam to jakieś 15 minut. Oczekiwałam pokolorowania placków po żółtym barwniku i tak się stało. Niemniej jednak polecam barwniki do tkanin, a nie eksperymenty.
Wysuszyłam prędziorem na kaloryferze, uprasowałam i potem potraktowałam krochmalem w spraju (W5 - Lidl) po obu stronach. Oczywiście po krochmaleniu też prasowałam.
Uzyskałam efekt równych oczek, kanwa jest sztywna, nic się z tą monokanwą nie dzieje, poza wypruciem kilku nitek z boków podczas prania.
Po farbowaniu od razu uprałam w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do garów.
Teraz wiem, że barwnik się trzyma. Na białej szmacie podczas prasowania nie zostały ślady farb. Farbowanie, suszenie i prasowanie trwało 1 godz.
Teraz poszukam znów archaików, by wykorzystać w projekcie. No i skupić się na tym, czy mam liczyć nitki, czy dziurki :)))), niepojęte, że nie potrafię zapamiętać.
Duży obiecał ramkę zbić na nowy projekt..... to też niepojęte....
A w niedzielny ranek:
Przeczytałam u Ani, że żółci brakło. Fakt, bardzo bladzieńka ta kanwa wyszła.
Więc uprałam, normalnie w wodzie z mydłem do rąk, trąc specjalnie by pozbyć się jakichkolwiek złudzeń, zaginając w kulkę. Pozbyłam się apretury z krochmalu. I w zasadzie każde farbowanie trzeba od tego kroku zaczynać.
Ja także bałam się tej monokanwy.
Mokrą położyłam na folii, posypałam żółtym barwnikiem do tkanin, rozpaćkałam wacikiem i całość pozaginaną na trzy włożyłam do ociupki wody z solą.
Jedna strona - przed prasowaniem
Druga - po prasowaniu
Gotowałam 10 minut. Wypłukałam, wyprasowałam i od razu stwierdzam, że sztywność ma taką jak fabrycznie powiedzmy lugana czy bellana.
Nieusztywniona, upięta na ramce według mnie od razu nadaje się do wyszywania.
Ja jednak jeszcze raz ją krochmalem potraktowałam, bowiem nim Długi mi ramkę uszykuje to będziemy chyba w maju. Będę wyszywać na tamborku póki co.
Tu Wam pokażę jak zmieniła się nitka. Jest bardziej puchata, ale oczka ma równe.
Całość straciła na szerokości kilka nitek (ok 6-7 mm) podczas tortur, natomiast ubytek ze skurczenia jakby nie istniał.
Jest, bo przecież nitka stała się puchata, ale myślę, że naciąganie na ramce ten ubytek zrównoważy.
Ogólnie: ja nie wiem czemu z tym octem wyskoczyłam, bawełnę utrwala się solą przecież.
Ale ja te barwniki pierwotnie ładowałam na tkaninę z apreturą. Bawełnę też można potraktować octem, lecz kolory są jaśniejsze. Sól jest lepsza.
Teraz mam kolory wiosenne.
Moja monokanwa to 18 ct Zwiegart, tylko taką posiada mój sklep.
Ja tylko farbowałam, haftu nie mam jeszcze.
Na gazetę położyłam folię, na nią monokanwę 18 ct, która czekała na mnie w moim ulubionym sklepie. Jeśli projektanci nic nie zmienią to powinnam mieć z szerokości 15 cm wszystkie trzy bransoletki. Monokanwa ma 100 cm szerokości.
Na to wylałam obficie, lecz by nie ściekało po stole wrzącą wodę z octem (pół na pół).
Szybciutko posypałam środek - żółtym barwnikiem do jajek (chińszczyzna), potem zielonym (to samo pochodzenie), a na końcu zewnętrzne boki polską farbką do bawełny.
Całość przeklepałam wacikami, które i rozniosły barwnik i wessały nadmiar wody.
Zawinęłam roladkę, czyli tą samą folią otoczyłam boki i zrolowałam jak naleśnik i na 2 minuty pełnej mocy do mikrofali.
Nie czekałam, aż wystygnie tylko od razu rozwinęłam i pod wodę, by spłukać nadmiar farby.
Niestety żółtek się nie utrzymał, więc nie polecam chińskich barwników do jaj :))) do monokanwy... bo wełnę mi ufarbowały bosko!
W rondelku więc rozpuściłam resztę tego żółtego barwnika, dolałam ocet i zanurzyłam całość kanwy. Pogotowałam to jakieś 15 minut. Oczekiwałam pokolorowania placków po żółtym barwniku i tak się stało. Niemniej jednak polecam barwniki do tkanin, a nie eksperymenty.
Wysuszyłam prędziorem na kaloryferze, uprasowałam i potem potraktowałam krochmalem w spraju (W5 - Lidl) po obu stronach. Oczywiście po krochmaleniu też prasowałam.
Uzyskałam efekt równych oczek, kanwa jest sztywna, nic się z tą monokanwą nie dzieje, poza wypruciem kilku nitek z boków podczas prania.
Po farbowaniu od razu uprałam w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do garów.
Teraz wiem, że barwnik się trzyma. Na białej szmacie podczas prasowania nie zostały ślady farb. Farbowanie, suszenie i prasowanie trwało 1 godz.
Teraz poszukam znów archaików, by wykorzystać w projekcie. No i skupić się na tym, czy mam liczyć nitki, czy dziurki :)))), niepojęte, że nie potrafię zapamiętać.
Duży obiecał ramkę zbić na nowy projekt..... to też niepojęte....
A w niedzielny ranek:
Przeczytałam u Ani, że żółci brakło. Fakt, bardzo bladzieńka ta kanwa wyszła.
Więc uprałam, normalnie w wodzie z mydłem do rąk, trąc specjalnie by pozbyć się jakichkolwiek złudzeń, zaginając w kulkę. Pozbyłam się apretury z krochmalu. I w zasadzie każde farbowanie trzeba od tego kroku zaczynać.
Ja także bałam się tej monokanwy.
Mokrą położyłam na folii, posypałam żółtym barwnikiem do tkanin, rozpaćkałam wacikiem i całość pozaginaną na trzy włożyłam do ociupki wody z solą.
Jedna strona - przed prasowaniem
Druga - po prasowaniu
Gotowałam 10 minut. Wypłukałam, wyprasowałam i od razu stwierdzam, że sztywność ma taką jak fabrycznie powiedzmy lugana czy bellana.
Nieusztywniona, upięta na ramce według mnie od razu nadaje się do wyszywania.
Ja jednak jeszcze raz ją krochmalem potraktowałam, bowiem nim Długi mi ramkę uszykuje to będziemy chyba w maju. Będę wyszywać na tamborku póki co.
Tu Wam pokażę jak zmieniła się nitka. Jest bardziej puchata, ale oczka ma równe.
Całość straciła na szerokości kilka nitek (ok 6-7 mm) podczas tortur, natomiast ubytek ze skurczenia jakby nie istniał.
Jest, bo przecież nitka stała się puchata, ale myślę, że naciąganie na ramce ten ubytek zrównoważy.
Ogólnie: ja nie wiem czemu z tym octem wyskoczyłam, bawełnę utrwala się solą przecież.
Ale ja te barwniki pierwotnie ładowałam na tkaninę z apreturą. Bawełnę też można potraktować octem, lecz kolory są jaśniejsze. Sól jest lepsza.
Teraz mam kolory wiosenne.
Moja monokanwa to 18 ct Zwiegart, tylko taką posiada mój sklep.
wtorek, grudnia 31, 2013
FWF 2013 - kankanka - finito
Na ostatnią chwilę, ale mam i ja!
Opóźnienie wynikło z powodu przeróbek, którym potraktowałam projekt:
Zmiana koloru wypełnienia ramki, bo zielony w zestawieniu z granatem i ciemną czerwienią w depresję mnie wprowadzał. Dałam pomarańczowy.
Pola między ramką a kwiatem obhafiłam w siateczkę, bo mi się więcej złota zamarzyło.
Małe płatki też zagęściłam złotkiem. Dodałam też pomarańczowy ścieg dokoła najmniejszych płatków w środku.
Ramkę mam, tylko przemaluję ją na inny kolor i wtedy oprawię.
Praca najbardziej spodobała się Chłopu memu, aż się do dziś dziwię!
W następnego needlepointa też się bawię!
I składam od razu moc najlepszych życzeń dla Was na nadchodzący Nowy Rok!!!!
Śmigających igieł i czasu Kochane na wszystko!!!!
Oraz ócz zdrowych!!!!!
Opóźnienie wynikło z powodu przeróbek, którym potraktowałam projekt:
Zmiana koloru wypełnienia ramki, bo zielony w zestawieniu z granatem i ciemną czerwienią w depresję mnie wprowadzał. Dałam pomarańczowy.
Pola między ramką a kwiatem obhafiłam w siateczkę, bo mi się więcej złota zamarzyło.
Małe płatki też zagęściłam złotkiem. Dodałam też pomarańczowy ścieg dokoła najmniejszych płatków w środku.
Ramkę mam, tylko przemaluję ją na inny kolor i wtedy oprawię.
Praca najbardziej spodobała się Chłopu memu, aż się do dziś dziwię!
W następnego needlepointa też się bawię!
I składam od razu moc najlepszych życzeń dla Was na nadchodzący Nowy Rok!!!!
Śmigających igieł i czasu Kochane na wszystko!!!!
Oraz ócz zdrowych!!!!!
środa, sierpnia 07, 2013
FWF - lipiec, sierpień - Kankanka
W lipcu wyszywałam romby, lecz skończyłam w sierpniu. A pracę sierpniową skończyłam kilka dni temu, lecz zziajana nie miałam chwilki by pokazać - co niniejszym czynię.
Kolorek w rombie jakiś taki niewydarzony, lecz nie zmieniam i lecę według założeń. Mam nadzieję, że na końcu praca będzie kapać złotem.
Zdjęcie nie jest zbyt ciemne, moja tkanina jest niebieska :)
Kolorek w rombie jakiś taki niewydarzony, lecz nie zmieniam i lecę według założeń. Mam nadzieję, że na końcu praca będzie kapać złotem.
Zdjęcie nie jest zbyt ciemne, moja tkanina jest niebieska :)
Etykiety:
2013,
Four-Way Florentine,
kankanka,
lipiec,
sierpień
poniedziałek, czerwca 03, 2013
FWF - czerwiec - Kankanka
Wyszyte 2 czerwca.
Już miałam sobie odpuścić te dziubanki, bo wydawało mi się, że to już przesada. Ale jednak zrobiłam i podoba mi się ten przenikający kolor.
Złotko w roli kreinika to złota nitka niewiadomego pochodzenia. Jestem zadowolona z wyboru swoich kolorów, spodziewałam się jednak zieleni w tym miejscu :)
Już miałam sobie odpuścić te dziubanki, bo wydawało mi się, że to już przesada. Ale jednak zrobiłam i podoba mi się ten przenikający kolor.
Złotko w roli kreinika to złota nitka niewiadomego pochodzenia. Jestem zadowolona z wyboru swoich kolorów, spodziewałam się jednak zieleni w tym miejscu :)
sobota, maja 04, 2013
FWF- marzec, kwiecień, maj - Kankanka
W marcu oczekiwałam na ramkę, co mi małżonek obiecał.
Zabrał się do dzieła, po czym pobiegł po pomoc do drewutni. Tam mu tą ramkę zbili w kwadrat.
W domu okazało się, że to tak twarda sośnina, że pinezki wbijam młotkiem, a one i tak odpadają :).
Potem zleglam z rączką chorą, świętami, chorobami bliskich i pracami rozmaitymi.
W końcu wczoraj i dzisiaj do południa nadgoniłam trzy miesiące i tak wygląda moja praca.
Złoty dodatek to nić z ubiegłej epoki, nabyta w Pewexie za dulary bądź bony :)))
To właściwie nić do dziergania, ale dałam radę trzy kudłate metalizowane, poskręcane nici w ucho igły wsadzić. Nitka nazywa się LAME FRISE 3/18, wiskoza, poliamid i aluminium, jest jeszcze napis być może firmy - FILCROSA. I jeszcze FILATURA DI CROSA, BIELLA. Cokolwiek to znaczy :)))
Z Italii pochodzi, ma już swoje lata, ale u mnie w projekcie poza tkaniną same antyki.
A poza tym Kochane Dziewczyny, czytam Wasze wpisy w czytniku i podziwiam, podziwiam i podziwiam. Lecz jeszcze nie dam rady siedzieć w necie, jeszcze troszkę galopu u mnie.
Pozdrawiam Was serdecznie!
Zabrał się do dzieła, po czym pobiegł po pomoc do drewutni. Tam mu tą ramkę zbili w kwadrat.
W domu okazało się, że to tak twarda sośnina, że pinezki wbijam młotkiem, a one i tak odpadają :).
Potem zleglam z rączką chorą, świętami, chorobami bliskich i pracami rozmaitymi.
W końcu wczoraj i dzisiaj do południa nadgoniłam trzy miesiące i tak wygląda moja praca.
Złoty dodatek to nić z ubiegłej epoki, nabyta w Pewexie za dulary bądź bony :)))
To właściwie nić do dziergania, ale dałam radę trzy kudłate metalizowane, poskręcane nici w ucho igły wsadzić. Nitka nazywa się LAME FRISE 3/18, wiskoza, poliamid i aluminium, jest jeszcze napis być może firmy - FILCROSA. I jeszcze FILATURA DI CROSA, BIELLA. Cokolwiek to znaczy :)))
Z Italii pochodzi, ma już swoje lata, ale u mnie w projekcie poza tkaniną same antyki.
A poza tym Kochane Dziewczyny, czytam Wasze wpisy w czytniku i podziwiam, podziwiam i podziwiam. Lecz jeszcze nie dam rady siedzieć w necie, jeszcze troszkę galopu u mnie.
Pozdrawiam Was serdecznie!
sobota, lutego 02, 2013
FWF - styczeń i luty - kankanka
Styczeń to ja przedumałam. Miałam już zakupić przepiękne kolory specjalnie do tego projektu, kiedy mnie olśniło, że mam zapasy i trzeba je spożytkować.
Zabrałam się więc w styczniu za nawijanie mulin na bobinki, segregowanie, ustalanie numerów.
Do FWF wykorzystam polskie ariadny i czerwone Coats&Clasks, które to też przeleżały z lat 50 u kogoś w zakamarku :). Mój projekt będzie mniej spójny kolorystycznie niż taki zaplanowany zgodnie z duszą, ale nie wydam na niego ani złotówki. Wybrałam takie muliny, których miałam odpowiednią ilość.
W piątek 1- lutego pojawił się wzór i wybrałam w końcu tkaninę: błękitna Lugana 25 ct
Przekątne z nici jedwabnych, miło błyszczą i lekko się wysnują. I to było zadanie na styczeń!
A sama praca tak mnie wciągnęła, że wieczorem już skończyłam pracę na luty.
Praca chwilowo na tamborku, bo mąż obiecał zbić ramkę, a to może potrwać :)
Już nie mogę doczekać się marca!
PS. Serdeczne podziękowania dla Yenulki za ściągę nici w pdf!!!!!! Bardzo się przydaje!
Zabrałam się więc w styczniu za nawijanie mulin na bobinki, segregowanie, ustalanie numerów.
Do FWF wykorzystam polskie ariadny i czerwone Coats&Clasks, które to też przeleżały z lat 50 u kogoś w zakamarku :). Mój projekt będzie mniej spójny kolorystycznie niż taki zaplanowany zgodnie z duszą, ale nie wydam na niego ani złotówki. Wybrałam takie muliny, których miałam odpowiednią ilość.
W piątek 1- lutego pojawił się wzór i wybrałam w końcu tkaninę: błękitna Lugana 25 ct
Przekątne z nici jedwabnych, miło błyszczą i lekko się wysnują. I to było zadanie na styczeń!
A sama praca tak mnie wciągnęła, że wieczorem już skończyłam pracę na luty.
Praca chwilowo na tamborku, bo mąż obiecał zbić ramkę, a to może potrwać :)
Już nie mogę doczekać się marca!
PS. Serdeczne podziękowania dla Yenulki za ściągę nici w pdf!!!!!! Bardzo się przydaje!
Etykiety:
2013,
Four-Way Florentine,
kankanka,
luty,
styczeń
Subskrybuj:
Posty (Atom)













